Prodata Consult

Freelancing – swoboda pracy, czy ciągła niepewność?

Każdy z nas zna hasła promujące bycie własnym szefem, pracowanie na siebie, a nie innych, czy swobodę działania w pracy. Szczególnie popularne stały się one na początku XXI wieku za sprawą rozkwitu większych i mniejszych firm handlowych, opierających swój model biznesowy o marketing wielopoziomowy (MLM), co w konsekwencji bardzo często sprowadzało się do budowania siatki klientów, począwszy od najbliższych znajomych, zbierania kontaktów do kolejnych i krążenia po domach z produktem firmy, dla której pracujemy. Największą popularność zdobyły w tym obszarze kosmetyki, odkurzacze i produkty finansowe, ale nie brakowało też innych. I rzeczywiście – każdy z akwizytorów (nazywanych wewnętrznie handlowcami, konsultantami, kierowcami, itp.) mógł w miarę możliwości samodzielnie decydować o tym, kiedy (i czy w ogóle) umówi się do danego klienta. Jednak by wyrobić oczekiwany target – narzucony czy to przez firmę, czy przez osobistą potrzebę związaną z wypracowaniem minimalnego poziomu prowizji – okazywało się, że praca trwa mniej więcej stałą liczbę godzin dziennie – nie zawsze osiem, ale dla przeciętnego pracownika była to liczba porównywalna. Jak to się ma do freelancingu? Ano tak, że takiej formie zatrudnienia równie często towarzyszą hasła związane z szefowaniem samemu sobie, elastyczną pracą z dowolnego miejsca na świecie i podobne. Jak zacząć być szefem samemu sobie i jak to wygląda w praktyce?

Autor: Mateusz Dudkiewicz, Cloud Engineer, ProData Consult

Korekta tekstu: Maria Dudkiewicz

Nie jest tajemnicą, że każdy usługodawca – czy to będący dużą firmą, czy pojedynczym specjalistą w swojej dziedzinie – potrzebuje marki. Markę buduje się latami, choć każdy zna przynajmniej jedną historię farciarza, który niemal od razu odniósł wielki sukces. Ci, którzy uczestniczyli w rekrutacjach do wspomnianych firm handlowych, podczas prezentacji firmy poznali całe mnóstwo takich historii. Faktycznie, tacy farciarze czasem się zdarzają, ale nie można realnie oprzeć planu zawodowego o założenie, że w połowie studiów technicznych dostaniemy zlecenie na napisanie oprogramowania do zderzacza hadronów. Choć wiara we własne siły również jest bardzo ważna, to nawet najbardziej utalentowany programista (jako inżynierowi najłatwiej mi mówić o obszarach technicznych, ale cały tekst odnosi się do wszelkiej maści specjalistów) władający najrzadszym językiem programowania potrzebuje doświadczenia i obycia z wymogami rynku pracy – to kreuje jego markę. Dlatego freelancing rzadko jest czymś od czego bezpośrednio można zacząć karierę. Zdecydowanie częściej zaczyna się ją od nieszczególnie atrakcyjnie, ale adekwatnie do posiadanego doświadczenia (czyli siły naszej marki) opłacanych stanowisk, by sukcesywnie zwiększać atrakcyjność naszego know-how. Zwiększać go do momentu, gdy będzie to know-how eksperckie.

I co wtedy?

Wtedy można znajdować kolejne wyzwania, lub pracować na etacie pnąc się po szczeblach awansów jednej firmy. To nie jest nic złego. Niejednokrotnie jest to rozwiązanie bardzo komfortowe, otwierające mnóstwo możliwości rozwoju, dające swego rodzaju stabilność, co może być szczególne ważne choćby z powodów osobistych. Bardzo nie lubię stawiania jednej formy współpracy ponad inną – każda ma cechy charakterystyczne, dla których dokonujemy wyboru. Ten wybór może też paść na freelancing, który – pomimo raczej negatywnych konotacji z tym słowem – opiera się właśnie na akwizycji, czyli zdobywaniu zleceń i klientów. Pojawiają się jednak dwa problemy: najczęściej freelancing wiąże się z otwarciem działalności gospodarczej, klient bowiem najczęściej potrzebuje na nasze usługi faktury, a w Polsce działalność wiąże się z obowiązkiem opłacania składek ZUS – na początku preferencyjnych, ale nadal obciążających budżet raczkującej jednoosobowej firmy. Można tu skorzystać z tzw. inkubatorów przedsiębiorczości, które mogą w tym pomóc, ale często wymogi formalne klienta związane z umową mogą wykluczyć tę możliwość. Drugi problem powiązany jest z tym pierwszym – składki nie będą kłopotem, gdy zdobędziemy klienta, potem kolejnego, a potem sami zaczniemy przebierać w ofertach. Tylko gdzie ten klient jest? To trochę jak z szukaniem pracy na etacie – jest jej dużo, ale gdy poszukujemy odpowiedniej dla siebie zadanie przestaje wydawać się łatwe. Mając określoną grupę odbiorców naszych wyspecjalizowanych usług, raczej nie możemy zacząć od znajomych i budować siatki klientów na tzw. poleceniach.  Z pomocą przychodzą wszelkie portale z ogłoszeniami dla zleceniodawców i zleceniobiorców – ale łączą one raczej doraźne potrzeby z wykonawcami, a skojarzenie dobrego specjalisty, spełniającego wszystkie założenia, z wypłacalnym klientem, mającym jasne oczekiwania, wcale nie jest oczywiste. Gdyby tylko istniał jakiś inkubator znanej marki, z której moglibyśmy skorzystać…

Prodata Consult

No właśnie istnieje

Nawiązanie współpracy z firmą konsultingową może być rozwiązaniem problemów z brakiem klienta lub z brakiem zbudowanego zaufania do naszej osobistej marki. Duże firmy, poszukujące specjalistów do konkretnych zadań, rzadko samodzielnie ogłaszają zapotrzebowanie na stronach dla freelancerów. Ponadto firmy świadome zmieniającego się rynku nie zawsze takiego specjalisty potrzebują na etacie, a wobec rosnącej liczby niezależnych wykonawców - nie zawsze mogą znaleźć kogoś odpowiedniego. W tej sytuacji zgłaszają zapotrzebowanie korporacji o ugruntowanej pozycji na rynku, mając pewność, że otrzymają najwyższą jakość usług. Zwalnia to również z konieczności przeprowadzania negocjacji bezpośrednio z freelancerem co jest dodatkową wygodą.

 

Konsultant (nadal freelancer 😊) o określonym zakresie specjalizacji może pozostać w dyspozycji jednego, lub w miarę możliwości wielu klientów pracując przy różnych projektach – czasem przypomina to pracę na etacie, czasem tryb bardziej zadaniowy, czasem to „jednorazowy strzał”, zawsze jednak mamy dostęp do bazy nowych projektów.

Prodata Consult

W ten sposób można czerpać wszelkie profity płynące z freelancingu w postaci różnorodności i elastyczności w doborze zadań, wyższego niż etatowe wynagrodzenie i możliwości stałego rozwoju przez zdobywanie doświadczenia w zróżnicowanym środowisku, wraz ze stabilnością zapewnioną przez stały napływ nowych wyzwań, przy jednoczesnych drzwiach otwartych w kierunku kolejnych zadań, jakich można podjąć się dodatkowo. Baza nowych projektów pozwala też spojrzeć przekrojowo na rynek i określić kierunek własnego rozwoju. Czy jest to praca na własny rachunek i szefowanie samemu sobie? Nie lubię tych oklepanych haseł i uważam, że tu nie pasują. Oczywistym jest, że konsulting ma też wymagania dotyczące naszej dyspozycyjności, ale przecież niezależnie od formy zatrudnienia zawsze wymagana jest od nas odpowiedzialność i wysoka jakość pracy – zawsze bowiem pracujemy dla kogoś, kto jest odbiorcą naszych usług. To jest właśnie marka. Jako konsultant możesz mieć pewność, że ten odbiorca zawsze się znajdzie.

Prodata Consult

O autorze:

Mateusz Dudkiewicz

Cloud Engineer w ProData Consult. Od półtora roku dostarcza rozwiązania chmurowe dla jednego ze skandynawskich klientów firmy. Wcześniej związany z markami CitiBank i Emag/Agito. W latach 2014 – 2015 prowadził własną firmę IT, świadcząc usługi min. dla Allegro. Ukończył studia magisterskie na wydziale Informatyki i Transportu Wyższej Szkoły Ekonomii i Innowacji w Lublinie. Kontynuując naukę uzyskał tytuły MBA i następnie DrBA (Doctor of Business Administration) w Apsley Business School of London. Może pochwalić się wieloma ukończonymi szkoleniami i certyfikatami. Prywatnie pasjonat judo, strzelectwa sportowego i lotnictwa. Od 2017 posiada licencję pilota PPL.

Chcesz pracować jako niezależny konsultant IT?

Daj się połączyć z najlepszymi projektami na rynku!